Listee Account | Admin Account
 
 
Kilka fotek i co? do poczytania
  Digg It!

Rating: 3.9/5 (15 votes cast)

Blog Title: Kilka fotek i co? do poczytania

my little corner of the world.

Blog Details

Overall rank: 4626036
Number of inbound blogs: 0
Number of incoming links: 0
ATOM: ATOM feed
Last update: 2007-09-29 11:08:30 GMT

Analytics

Incoming clicks since last reset: 0
Outgoing clicks since last reset: 55

Latest Posts


Sky Tower zmieniła się nie do poznania. Elewacje zostały wygładzone, a cały budynek przyjął bardziej owalny kształt. Dzięki masztowi na szczycie wieży stanie się zdecydowanie najwyższym budynkiem w Polsce - wzbije się na wysokość 258 metrów


Inwestor, spółka LC Corp należąca do Leszka Czarneckiego, dostał już pozwolenie na budowę wieżowca.

- Jak tylko uporamy się z rozbiórką Poltegoru, która przebiega niezwykle szybko, zaczynamy w jego miejscu budowę Sky Tower. Początek prac planujemy już na grudzień - mówi Artur Wiza, rzecznik spółek Czarneckiego, jednego z trzech najzamożniejszych Polaków.

Pierwszą koncepcję architektoniczną budynku opracowało warszawskie biuro projektowe B & G. Władze LC Corp pokazały ją dziennikarzom niemal rok temu. Wtedy Sky Tower miała mieć kanciaste elewacje z mocno zaznaczonymi poziomymi podziałami. Wieża przypominała większość drapaczy chmur w londyńskim City z lat 80.

Jednak kilka miesięcy temu Leszek Czarnecki wynajął inne biuro architektoniczne, wrocławską Autorską Pracownię Architektury M.Z. Walas. Po kilku miesiącach pracy wrocławscy architekci pokazali zupełnie inną Sky Tower - z gładką, owalną elewacją. A cały kompleks budynków stał się bardziej opływowy.

W stosunku do pierwotnego projektu najbardziej zmieniła się główna fasada wieżowca, któremu przy okazji przybyło pięter. Po ostatnich zmianach wzniesie się na wysokość 220 metrów. A po postawieniu na dachu 38-metrowego masztu Sky Tower stanie się bezapelacyjnie najwyższym budynkiem w Polsce.

Artur Wiza: - Po przedstawieniu pierwotnego projektu przez kilka miesięcy zbieraliśmy uwagi i opinie uznanych architektów, innych specjalistów, a także samych potencjalnych mieszkańców kompleksu. Ostatnie zmiany to wynik tych konsultacji. Mamy nadzieję, że odmieniona Sky Tower stanie się prawdziwą wizytówką współczesnego Wrocławia.

W całym kompleksie powstanie 700-750 ekskluzywnych apartamentów, 36 tys. mkw. zajmą powierzchnie biurowe najwyższej klasy, a 51 tys. mkw. powierzchnie handlowo- usługowo-rekreacyjne. Zostaną one przeznaczone głównie na butiki, kawiarnie, kilka restauracji, ogród zimowy, zielone tarasy, gabinety odnowy biologicznej oraz centrum SPA i fitness.

W kompleksie będzie również kort tenisowy, sala ze ściankami wspinaczkowymi, wielofunkcyjne boisko, basen oraz sala do squasha. Pod ziemią na powierzchni niecałych 100 tys. mkw. zostanie wybudowany parking dla kilku tysięcy aut. Całkowita powierzchnia obiektu wyniesie ok. 300 tys. mkw.

Inwestycja będzie kosztować ok. 400 mln dolarów. Sky Tower ma zostać oddana do użytku już wiosną 2010 roku.

Już na przełomie listopada i grudnia biuro sprzedaży powierzchni w Sky Tower przedstawi pełną ofertę mieszkań i biur. Już teraz jednak można je rezerwować. Na razie największe jest zainteresowanie apartamentami.

Dla Gazety komentuje Jerzy Ilkosz, dyrektor wrocławskiego Muzeum Architektury

Nowy projekt Sky Tower prezentuje się o niebo lepiej od poprzedniego. Sam kompleks jest bardziej dynamiczny, jego owalność nawiązuje do wrocławskiej moderny lat 20. Być może nie wprowadza nic nowatorskiego do współczesnej architektury, ale kształtem i formą na pewno nie odbiega od tego, co się obecnie buduje na świecie. Taka Sky Tower może stać się jednym z symboli nowoczesnego Wrocławia, początkiem budowy wrocławskiego małego Manhattanu. Z przyjemnością Muzeum Architektury przedstawiłoby projekt nowej Sky Tower i otworzyłoby dyskusję na temat nowego wrocławskiego drapacza chmur.


Źródło: Gazeta Wyborcza Wrocław

Neologizmy i slang młodzieży

Jezus miał ekstraekipę, ale nie wszyscy są wporzo, czyli jak się dzisiaj mówi
Barbara Krafftówna, Anna Seniuk i Leszek Długosz – tych słynnych artystów uznano w tym tygodniu za Mistrzów Mowy Polskiej. Ale gdyby o nagrodzie decydował internetowy vox populi, nie mieliby szans. Bo w sieci to, co piękne i poprawne – jest nudne

Dlatego pisze się RaZ DuŻą RaZ MaŁą LiTeRą, a „ż” zastępuje zbitką „sh”. I nie wiadomo, czy pisząc moshna chodzi o słowo „można”, czy „moszna”. Jak opisać to, co dzieje się we współczesnej polszczyźnie? Po poradę zgłaszam się do Bartka Chacińskiego, który od lat opisuje język młodych ludzi, na przykład w „Wypasionym” i „Wyczesanym” słowniku najmłodszej polszczyzny” (na dniach ukaże się kolejny – „Totalny”). – Mówimy skrótowo – wyjaśnia dziennikarz. – Wzrosło tempo życia i komunikacji, bo dostaliśmy do dyspozycji środki, które umożliwiają szybką interakcję. Poza tym dążymy do tego, żeby kreatywnie zastępować wulgaryzmy i negatywne określenia – tłumaczy. Jako przykład podaje słynną już giertychowską „ciamciaramcię” (tak b. minister edukacji określił działalność Platformy Obywatelskiej).
Takie lapsusy językowe i powiedzonka polityków podchwytujemy błyskawicznie. „Mordo, ty moja” – z reklamówki wyborczej PiS stało się modnym ostatnio przywitaniem, a „bandyctwo” i „biurokractwo” obśmianego kandydata na prezydenta Białegostoku, Krzysztofa Kononowicza, zrobiło furorę w całym kraju. – Gdy mamy dwadzieścia lat, to staramy się mówić tak, żeby nie rozumieli nas rodzice, bo najczęściej nie chcemy zapraszać ich do swojego świata – tłumaczy Chaciński. A skoro specjalnie mówimy obcym dla nich kodem, to nie chcemy też, by oni ten kod naśladowali.
I mistrzowie polszczyzny to wiedzą, bo wcale się nie palą do „walenia slangiem”. – Znam ten język i nie mam problemów na przykład ze słowem „spoko”. Ale nie silę się, żeby tak samo mówić, bo w ustach starszej pani brzmi to groteskowo – mówi wielka dama polskiej sceny, Beata Tyszkiewicz.
Krzysztof Mroziewicz, znakomity publicysta i były ambasador, też wskazywany jako kandydat do tytułu mistrza mowy polskiej, jest jeszcze bardziej radykalny. – W ustach młodego człowieka to jakoś brzmi. Ale jak dorośli zaczynają mówić neologizmami, to jakbym widział stringi na plaży u babci albo długie włosy u łysiejącego pana – argumentuje. Przyznałby mu rację licealista, który na forum internetowym nie jest pobłażliwy nawet dla najbliższych: – Już się przyzwyczaiłem, że moja mama mówi do mnie nara. Ale wporzo w jej ustach brzmi beznadziejnie. Bo dochodzi do sytuacji, jak w nieśmiesznym kawale o księdzu i jego uczniach. Oni mu mówią „dozo” zamiast do zobaczenia, a on im odpowiada „niech będzie pochwa” – pisze nastolatek.
– To oczywiste, że język zalewa obca terminologia, ale rośnie też kreatywność językowa. W pewnych kręgach ludzie biją się, żeby mówić jak najoryginalniej – zauważa Chaciński.
Jak u Gombrowicza była walka na miny, tak my dajemy popisy słownej erudycji i walczymy na słowa. – Obserwuję też bardzo pozytywne zjawisko – w necie powstaje żywy słownik potocyzmów. Ludzie dodają swoje słowa, sami tworzą bazę. Widać, że ktoś przejął pałeczkę od językoznawców. A pomysł przywędrował z USA – dodaje autor totalnie wypasionych słowników.
Na koniec językowych poszukiwań proszę o komentarz profesora Jerzego Bralczyka: – Jest pan profesor w stanie poznać po sposobie wysławiania się osobę, która namiętnie buszuje w internecie?
– A co to znaczy, że buszuje? I to namiętnie? Namiętnie to się robi inne rzeczy, ale o nich nie będę mówił – gasi mnie jednym zdaniem. I jeszcze zwraca uwagę, że za często, jak inni dziennikarze, powtarzam słowo „dobrze”. – Już „dokładnie” albo „świetnie” jest lepsze. Przynajmniej zakładam, że pani się ze mną zgadza i nie powiedziałem, pani zdaniem, głupoty – dodaje słynny językoznawca.
Na szczęście słyszę, że profesor się śmieje. Poza tym zawsze mogę „wyciąć Andrzeja”, czyli udać, że „nwocb”. Czyli nie wiem o co biega. •

Gwiazdeczka jedzie do Wro
Rozmowa z profesorem Janem Miodkiem

• Panie profesorze, wie Pan co znaczy wygrubaszony?
– Mogę przypuszczać, że to coś pogrubionego.

• Nie. Wygrubaszony to ktoś, kto się dorobił.
– Ile w tym językowego dowcipu! Nie jestem wielbicielem wpółczesnej, językowej mody. Denerwuje mnie cały ten luz, luzik. Ale muszę przyznać, że w mojej karierze nie było jeszcze takiego okresu, w którym język młodzieżowy byłby tak wyrazisty. To ciekawe słownictwo ucinające – wszystkie dozo, bronksy, bro, browary! Kiedyś młodzi mówili tylko „fajnie”. A teraz oferta jest przebogata: „super”, „ekstra”, „wypas”, „mega wypas”. Ostatnio w pociągu siedziałem z dwudziestoparolatką. I ona ciągle mówiła że jedzie do „Wrocka”, a nawet do „Wro”. To miłe mówić tak o naszym poczciwym Wrocławiu.

• Czyli te „Wro” nie jest czymś niepokojącym?
– Jeżeli tylko w tym nie będzie agresji, a polot, to zawsze będę ciepło mówił o wysławianiu się młodzieży. „Wro” jest bardzo sympatycznym zdrobnieniem. Ale jak w radiu codziennie jakaś gwiazdeczka wita słuchaczy „cieplutko” albo „ciepluteńko” to trafia mnie szlag. Bo z jednej strony jest milutka, taka przesłodka idiotka, a z drugiej się odwraca i mówi jak z rynsztoka, że jest wkur...

Dla niekumatych
Co trzeba zrobić, gdy ktoś da racucha, zbombi się albo każe nam palić wroty? O neologizmach młodzieżowych i ich znaczeniach można dowiedzieć się więcej na stronach, www.vasisdas.tk i www.miejski.pl.

Święty, nasz ziom
Młodzieżowy język ma się dobrze nie tylko w internecie. Oto „Dobra czytanka według św. ziom’a Janka”, czyli przekład Ewangelii wg św. Jana na młodzieżowy slang: „Jezus do niej na to: Ja, który rozmawiam z tobą, jestem nim, czaisz? A w tym momencie zleźli się jego uczniowie i nie mogli obczaić, czemu on gada z tą panną. Żaden jednak nie pytał: O co ją pytasz? Albo: O czym z nią gadasz? Tymczasem ona zostawiła swój baniak i pognała na bloki i zapodała wszystkim ludziom. Yo! Chodźcie i zobaczcie tego gościa, co powiedział wszystko, co ja usqteczniałam! Czy to nie Chrystus (Zbawiciel)?”.


– Dostajemy wiele komentarzy, w tym też negatywnych. Kościół katolicki nie zajął jednak oficjalnego stanowiska na temat naszego przekładu, natomiast wielu katechetów używa „Czytanki” na lekcjach religii – mówi Beata Lasota, jedna z autorek tekstu.
Justyna Kościelna - Słowo Polskie Gazeta Wrocławska

Nauczycielka imprezowiczka przed sądem

Przed wrocławskim sądem zaczął się proces Izabeli W. byłej nauczycielki wrocławskiego X LO, oskarżonej o to, że wspólnie ze swoimi uczniami paliła marihuanę i piła alkohol.

Wspólnie z 28-letnią anglistką na ławie oskarżonych zasiedli też jej dwaj byli uczniowie. Oskarżeni są o udział w handlu narkotykami. Choć przyznali się do winy, sąd nie zgodził się na ich dobrowolne poddanie się karze.

W listopadzie zeszłego roku na jaw wyszedł fakt, że młoda nauczycielka zapraszała młodzież do siebie na imprezy. W ich trakcie częstowała uczniów alkoholem i marihuaną. Wśród dowodów w sprawie są m.in. zdjęcia i film z jednej z takich imprez.

W lipcu sąd, bez procesu, skazał trzech innych uczniów Izabeli W., na których ciążył zarzut udzielenia środków odurzających. Przyznali się do winy i dobrowolnie poddali karze. Dostali od trzech do sześciu miesięcy więzienia w zawieszeniu na trzy lata.

W środę przed sądem Izabela W. i dwaj pozostali oskarżeni składali wyjaśnienia. Sąd przesłuchał także innych świadków - w tym m.in. dyrektorkę liceum i innych uczniów.

Poza zarzutem przestępstwa z Ustawy o zapobieganiu narkomanii Izabela W. jest także oskarżona o rozpijanie nieletnich.

Po zatrzymaniu Izabela W. spędziła trzy miesiące w areszcie. Sama zrezygnowała z pracy w szkole. W liceum pracowała od kilku lat, miała dobrą opinię, uczniowie bardzo ją lubili.

Grozi jej do ośmiu lat więzienia.


Źródło: Gazeta Wyborcza Wrocław

 
 
 

Copyright 2006-2007 OnToplist.com, All Rights Reserved
Powered by OnToplist.com :: blog directory and blogging community.